|
Zwykle zaczyna się dosyć wczesnym rankiem.
Po skromnej
toalecie
i zebraniu bagaży, a dla wielu także i
zwinięciu namiotów, wśród porannych mgieł
rozlegają się śpiewy piosenek. Rusza
pielgrzymka. Powoli na drogę wylewa się tłum
ludzi. I jeszcze nikt nie odkrył jak to się
dzieje, że dzień za dniem z tego, czasami
zaspanego tłumu ludzi tworzy się jedna
wielka rodzina. W porannej ciszy słychać
szepty pierwszych modlitw. Pierwsza
konferencja wskazuje na kierunek refleksji
podejmowanej danego dnia. A każdy dzień
wypełniony jest po brzegi: Różaniec, Anioł
Pański,
czas ciszy i osobistej refleksji, Msza św.,
Koronka do Miłosierdzia Bożego,
"mikrofon dla wszystkich", świadectwa, a
wszystko przeplatane śpiewami i różnymi
oznakami radości, której na pielgrzymce nie
brakuje. Może właśnie bardzo spontanicznie
rodząca się radość cementuje najbardziej tą
wielką grupę często obcych sobie ludzi. A
może ta radość jest tylko oznaką czegoś, co
dokonuje się dużo głębiej, a co zawsze
pozostaje dla oczu niewidoczne.
Późnym popołudniem pielgrzymi docierają na
miejsce noclegowe. Znów, dla wielu,
rozbijanie namiotów, jakaś podstawowa
toaleta, posiłek. Wieczorem około godziny
21.00 Apel Jasnogórski. Trochę na wesoło,
trochę medytacyjnie. Ot tak na dobranoc.
Przychodzi noc, wszystko cichnie i z
namiotów dobiegają równe oddechy śpiących
ludzi. A wszystko to dzieje się w drodze na
Jasną Górę. |